Lumix na Atacama

Pustynia Atacama okazała się być najtrudniejszym dotychczas wyzwaniem dla mnie oraz moich pustynnych kompanów: Marka i Andrzeja. Po przebiegnięciu Sahara Race (250km) i Gobi (w Chinach), mieliśmy wyrażenie że najgorsze za nami. Ale to Atacama okazała się rzucić nam największe wyzwanie w projekcie 4Deserts.

Cykl 4Deserts który wg. stacji CNN jest jednym z najtrudniejszych wyzwań wytrzymałościowych dla człowieka (plasując go na 6tym miejscu) polega na przebiegnięciu 1000km w sumie, czyli po 250km na każdej z pustyń, w formule samo-wystarczalnej. Czyli wszystko co mamy w plecakach musi nam starczyć od startu do mety (jedzenie, śpiwór, latarka czołowa, etc). Organizator zapewnia tylko namiot i wodę.

Sahara Race (250km) miała być najgorętsza, Gobi (najbardziej wietrzna), Atacama (najbardziej sucha) a Antarktyda (najzimniejsza). Z biegu Sahara Race odpadło 7% uczestników, po Gobi 13% a po Atacama 23%.
W biegu Atacama Crossing 2014 wzięło udział 162 zawodników z 36 krajów, w tym 3 Polaków: Andrzej, Marek i Daniel. 35 zawodników nie dobiegło do mety z powodu kontuzji, nie dało rady lub nie zmieściło się w limitach czasowych. 127 zawodników przebiegło metę w San Pedero de Atacama w Chile. Atacama była trzecią z 4 pustyń którą udało się przebiec Polakom.
Najstarszy zawodnik miał 67 lat, ale odpadł już pierwszego dnia. W biegu brał udział także niewidomy o imieniu Vladi z Portugalii. Wyścig wygrał Chema Martinez, dwukrotny Olimpijczyk (w maratonach) z Hiszpanii.
Atacama rzuciła wyzwanie w wielu wymiarach. Bieg rozpoczęliśmy na wysokości 3300m n.p.m. Już w pierwszym dniu jeden z zawodników został odtransportowany do szpitala z powodu pojawiających się objawów choroby wysokościowej (spuchły mu płuca które pompowały tylko 7% tlenu). Codziennie odpadało 5-7 zawodników. Atacama jest najbardziej suchym miejscem na świecie, gdzie NASA prowadzi symulacje dla swoich urządzeń, porównując ją do powierzchni Marsa.
W dzień temperatura wynosiła 41st C, w nocy 1-3st C. Otwarte przestrzenie, wysokość i słońce doprowadziły do odwodnienia wielu. Pojawiały się zawroty głowy, wielu zawodników wymiotowało z wysiłku. Wysokość sprawiała że byliśmy osłabieni i każdy kilometr pokonywaliśmy mając wrażenie wysiłku 5km. Suche powietrze sprawiało że mieliśmy katar bo nos naturalnie wydzielał wydzielinę, lub wielu krawiło z nosa bo śluzówka była podrażniona suchym powietrzem.
Przebiegaliśmy też przez kaniony z wodą gdzie trzeba było podejmować strategiczne decyzje dot. sposobu pokonywania wody by nie spędzić reszty dnia biegnąc po piachu i w gorącej temperaturze. Odcisków była masa, niejednokrotnie, te sprawiały że zawodnicy nie mogli kontynuować biegu. Jeden Amerykanin praktycznie nie miał skóry na piętach. Wyelimnowało go to z biegu.
Nadmierne picie wody też jest niewskazane. Woda wypłukuje elektrolity więc jeżeli ich się umiejętnie nie uzupełniało, często doprowadzało to do zaburzeń w ograniźmie i/lub skórczy. Zbyt mała ilośc wypitej wody doprowadzała do niewydolności nerek i skutkowało iż zawodnicy sikali krwią.
Dla nas motywatorem dotatkowym, choć przykrym, była śmierć jednego z członków naszej ekipy z którym przebiegliśmy 2 z 4 pustyń, Marcina. Obiecaliśmy przebiec dla niego pustynie, i tak zrobiliśmy. W jego przypadku, przegrał walkę z depresją, a choroba ta okazała się śmiertelna.
Przed nami ostatnie wyzwanie, Antarktyda. A to już za dwa tygodnie… wiec możemy tylko się modlić by nasze organizmy wystarczająco się zregenerują byśmy podołaki ostatninemu wyzwaniu i ukończyli ten ekstremalny projekt.