Tofik – Adriana

tfikZacznę od pierwszego zdjęcia, które przedstawia Naszego już nieobecnego członka rodziny. Wabiła się Sindi.

Była totalną wariatką z wielkim serduchem ,bijącym wyłącznie dla nas i wiedzieliśmy o tym. Moja mama ją przyniosła ,gdy mialam 5 lat. Kochaliśmy ją, nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo. Miesiąc po jej śmierci u mojej mamy zdiagnozowano guzki na kręgosłupie, które lekarze musieli usunąć, oczywiście nie obyło się bez operacji. Wszyscy tak na prawdę walczyliśmy wtedy z depresją, z powodu śmierci Sindi, a do tego również ze strachem, o zdrowie mamy,bo jak wiadomo z kręgosłupem niestety nie ma żartów.

Są takie dni kiedy przyciskasz do siebie poduszkę , płaczesz w ukryciu i błagasz nie wiadomo kogo o lepszy kolejny dzień. W tamtym okresie bywało wiele takich dni. Mama po operacji często mdlała ,ledwo się poruszała, bo tak na prawdę nie miała dla kogo będąc non stop samą w domu.

Mam aktualnie 23 lata. Miałam lat 19, gdy świat zaczął się sypać. Wiedziałam, że tata nie chce więcej żadnego zwierzaka w domu, wyraził się w tej sprawie jasno, lecz słów których w tamtej chwili użył nie mogę zacytować – z całą pewnością usunęli by ten wpis Ale ja niemądra nastolatka wzięłam sprawy z swoje ręce i adoptowałam kota. Brakowało mi kogoś kto by na mnie czekał i kochał bezwarunkowo, jeżeli ja czułam tą pustkę, to wiedziałam, że inni w domu również tylko nie potrafili o tym powiedzieć głośno.

Moja mama rozpromieniała. Najpierw zaczęła siadać, później chodzić o kulach, a teraz używa tylko jednej kuli do podpierania się. Nie jest idealnie, ale nie jest źle. Zdarza się jej wyjść z Tofikiem na dwór, musi go karmić i non stop głaskać, bo całe dnie spędza u niej na kolanach. Ten mały brzdąc na zdjęciu sprawił , że rodzina znów zaczęła spędzać czas razem, fakt że wszyscy skupiamy się na nim (sznureczki, myszki itp…), lecz staliśmy się znów rodziną.

Teraz, patrząc na wszystko z perspektywy czasu, ciesze się , że postąpiłam właśnie w ten sposób . Bałam się wielu rzeczy w tamtym okresie, lecz to minęło wraz z wejściem do rodziny mojej kochanej rudej kuleczki, bez której nikt nie wyobraża sobie kolejnego dnia.