Gruzja – Maciej

kazbek_01

 

 

„Góry są miejscem szczególnym, gdzie wraz ze wzrostem wysokości stopniowo zanika życie. Moment, w którym życie zanika, lub odwrotnie – w którym się ono pojawia, jest źródłem szczególnego objawienia, a zatem pewnego zdumienia i refleksji.” (Kurtka, W.)

Każdego człowieka czeka w życiu moment, który go przerośnie. Przybije do dna i będzie tam trzymać do skutku. Aż z człowieka nie pozostanie nic. Będzie żywy, ale umrze w nim dusza. W dzisiejszym świecie jest to szczególnie widoczne – cywilizacja nastawiona na płytki konsumpcjonizm, „pożera” marzenia i ludzi w nie wierzące. Ważne więc jest, by gdy nadejdzie moment próby, przybicia, braku nadziei nie zatracić się w nim, tylko dalej trwać, i nieść swoje „ja” jak znamię na zawszę połączone z ciałem. Tą siłę, to wewnętrzne pragnienie, bardzo łatwo odnaleźć w górach.

Tam człowiek zmienia się. Gdy brakuje tlenu, wody, jedzenia. Po to by postawić następny krok zdobywasz się na skrajny wysiłek przeciw wszystkiemu. Natura również działa na twoją niekorzyść: mróz, wiatr wystawiają twoją wytrzymałość na próbę. Więc co pcha takiego człowieka dalej? Po co to robi? Po co tam włazi? Nie ma to żadnego powodu – góry, jak góry – kupy kamieni, ot co, myśli większość.

I trudno nie zgodzić się z taką logiką, jednak oprócz stosu kamieni jest tam również coś więcej, niezbyt namacalnego i dla każdego jest to czymś innym. Tam człowiek zostaje sam. To straszne i piękne zarazem. Może liczyć jedynie na siebie, więc sprawdza się i umacnia. Przekracza własne granice – każda jego słabość ujawnia się i ciągnie go w dół. A on stoi sam ze swoim malutkim „ja” na ramieniu w obliczu majestatu ogromnych szczytów, które dumnie, nieporuszenie górują nad jego głową i kpią z jego starań.

Wybór wtedy jest prosty – albo stanie ramię w ramie ze swoim marzeniem, naprzeciw rzeczom, których nie da się pokonać albo zginie, i nic w nim nie zostanie. Te trudy wymiatają z niego wszelkie brudy i nieistotne sprawy, dostrzega jasno: w tej walce nigdy nie wygra, jedyne co może zrobić, to nieustannie podejmować trud, wciąż większy i większy, by jego życie, stało się, nie jak świeczka, lecz jak ogromny stos ofiarny z poświęcenia, cierpień i trudów dla przyszłych niezwyciężonych wojowników życia. Bo w gruncie rzeczy: zostanie po nas, to co po świeczce i stosie, tak samo wypalą się i znikną, a to my musimy zadecydować jak chcemy płonąć. To przeżyłem ja i taka była moja próba.