Historia życia we dwoje – Ania

AniaKamil

 

To zdjęcie ma pewną historię. Ale też jest początkiem pewnej historii, historii życia we dwoje. W lipcu 2011 roku mój ukochany postanowił zabrać mnie w Alpy i pokazać ich piękno. Zaplanowaliśmy wszystko razem. No, prawie wszystko. Nie uprzedził mnie, że chciał  ze mną zaręczyć na wysokości 4061 m n.p.m.

Nie miałam tak silnej motywacji jak on i bardzo marudziłam podczas ataku, bo było mi naprawdę bardzo zimno. Poza tym widziałam, że Kamil źle odczuwa wysokość, co chwilę musi przystawać, a ja podczas tych odpoczynków marzłam i dodatkowo się o niego martwiłam, bo widziałam jak mu jest ciężko. Nie wiem jak, ale zdołał mnie przekonać, żeby iść dalej.

Na szczycie Gran Paradiso usłyszałam pytanie, czy zostanę jego żoną. To wszystko bardzo mnie zaskoczyło, ale byłam pewna, że tego chcę (dla pewności powtórzył pytanie na poziomie morza, kiedy było pewne, że jestem dotleniona i nie bredzę ;) ). Jesteśmy po ślubie już ponad rok. Przed nami ciągle nowe wyzwania, stawiamy sobie poprzeczkę coraz wyżej. W podróż poślubną wybraliśmy się na Camino, a w tym roku zdobyliśmy Mont Blanc.
Po tym jak widziałam, jak Kamil walczy ze sobą, żeby wejść na szczyt utwierdziłam się w przekonaniu, że nie da się osiągnąć celu bez motywacji. Nie wiem do końca, co było inspiracją dla niego, żeby wymyślić tak oryginale zaręczyny, ale jestem pełna podziwu. Dla niego, że to zaplanował, utrzymał w tajemnicy, pokonał swoje zmęczenie, przekonał mnie do tego, żebym z nim tam poszła. Wniósł nawet czekoladę i swoje perfumy, które bardzo lubię (a których w końcu nie użył, bo stwierdził, że zepsułby klimat, ale je wniósł! i zniósł). To było niesamowite wydarzenie… I wyzwanie. Nie tylko fizyczne. Ale też psychiczne. Ale jedno jest pewne, będzie się czym pochwalić przed wnukami. Mamy nadzieję, że zaręczyny na Gran Paradiso wróżą nam gran paradiso przez całe życie!