Idealna córka – Paulina

Dzien-dobryDo-widzenia

Życie na walizkach towarzyszy mi od prawie dwóch miesięcy. Nie żebym narzekała, przecież sama tego chciałam. Może niekoniecznie tego co dostałam, ale tego co wyobrażałam sobie że dostanę.

Zdałam maturę, skończyłam szkołę, dostałam się na studia. Wymarzone? Nie powiedziałabym. Ale w końcu, gdzie można lepiej rozwinąć skrzydła niż z dala do domu rodzinnego, gdzie przez 18 lat było się trzymanym pod rodzicielskim kloszem.

Wyjechałam z małej, cichej miejscowości pod Opolem do oddalonej o przeszło 300 km wielkiej i tętniącej życiem Warszawy. Studia, które miały być startem do kariery, okazały się rozczarowaniem. Wielkie miasto które miało dać nieskończone możliwości dało samotność i depresję. A rodzicielski klosz, spod którego miałam się wyrwać, dosięga mnie aż tutaj. Duszę się „wolnością”, którą dostałam.

Moi rodzice to wspaniali ludzie. Bardzo ich kocham i wiem, że oni też mnie kochają. Podanie na studia złożyłam nie dla siebie, ale dla nich. Teraz widzę jak z dumą chwalą się, że ich córka studiuje na najlepszej uczelni w kraju i czuję, że spełniłam swoją powinność wobec nich.

Jednak kiedy przychodzi czas, żeby spakować manatki i wsiąść w pociąg do stolicy, mam ochotę krzyczeć. Zaczynam zastanawiać się, czy cena jaką płacę za bycie idealną córką nie jest zbyt wysoka. Czy nie powinnam zacząć myśleć o sobie? W końcu to ja mam przeżyć swoje życie, a nie oni.

A więc, to jest właśnie moje wyzwanie – nie powiedziałabym, że wyzwaniem jest studiowanie, czy przeprowadzka. Za wyzwanie uważam rozpoczęcia samodzielnego, dorosłego życia.