La vita e bella – Adrian

hjkl

 

Nie pod każdą gwiazdą rodzi się szczęśliwy człowiek. 

Dzielenie się problemami z przeszłości nigdy nie było moją dobrą stroną. Zawsze wychodziłem z założenia, że każdy ma swoje własne problemy i skazywanie kogoś na dodatkowy balast, nadbagaż jest egoistyczne i lepiej swoje problemy rozwiązywać, na tyle ile się da, samemu.

Moim problemem, który dał mi się we znaki na dość dłuższą metę, było trudne dzieciństwo. W domu nie zawsze starczało na wszystko, tata pił alkohol, mama zachorowała na nowotwór, brak przyjaciół w szkole spowodowany posiadaniem przeze mnie ogromnej chęci wiedzy i zapału do nauki – wszystkie te czynniki stworzyły pewno piętno, które odłożyło się w pamięci na długie lata.

Dość niedawno znalazłem w domu misia – nie wiem jak wiele ma lat. Rzucony do starego, domowego magazynu leżał przy oknie. Siostra zawiesiła go na kratach i powiedziała „Patrz! Mamy więźnia” – od tamtych słów wiele zrozumiałem. Tym więźniem byłem ja. Próbując zdusić w sobie problem swojego dzieciństwa byłem zamknięty razem z nim w klatce.

Żyłem przeszłością nie mogąc otworzyć się na teraźniejszość i blokując całe szczęście, które szukało drogi do mnie. Pukało w okno, bębniło o kraty ale ja nie słuchałem. Gdy zdałem sobie sprawę z prawdziwego znaczenia słów siostry spojrzałem na domowe podwórze. Tata pracował przy samochodzie, mama rozwieszała pranie, pies merdał ogonem polując na wróble i spojrzałem na pozytywy.

Tata już dawno zerwał z nałogiem, mama pokonała nowotwór, przestałem przejmować się tym co myślą inni i studiuję zdobywając wiedzę – coś co tak bardzo uwielbiam. Wszystkie te fakty czekały na mnie, krążyły pod oknem chcąc wejść do serca i się w nim zadomowić. Co wyniosłem z klatki? Ogromną chęć życia, bo „la vita e bella”. Poza tym mając 20 lat nie spróbowałem alkoholu i nie zamierzam próbować. Nie chcę pozwolić na to, by kiedyś ten sam misio siedział w klatce mojego dziecka. Jestem Adrian, po prostu Adrian, który pokonał swoją klatkę.