Lęk wysokości – Kamil

DSC_1775
Od zawsze miałem spory lęk wysokości. Pamiętam, że kiedyś wystarczało wyjście na dach 2-piętrowego budynku, żeby przyprawić mnie o szybsze bicie serca i nasilenie się lęku do tego stopnia, żebym miał mdłości.

Pamiętam ten paraliżujący lęk, kiedy mając 14 lat przejeżdżaliśmy rowerami koło wesołego miasteczka, koledzy wpadli na pomysł, żeby wypróbować tamtejszą kolejkę górską. W momencie zaczęły napływać do mojej głowy czarne scenariusze tego co się może wydarzyć niespodziewanego podczas przejażdżki, a moja twarz przybrała wszystkie barwy bladości. Wtedy stchórzyłem, ale wiedziałem, że kiedyś muszę się w końcu przełamać.

I nadszedł ten dzień… 3 lata temu, mając 17 lat wybrałem się z rodziną na wycieczkę do Zakopanego. Standardowo zwiedziliśmy wszystkie znane miejscówki i przeszliśmy na Krupówki. Spacerując zauważyłem ogromny żuraw rozpościerający się nad moją głową. Jak się okazało, w tym miejscu stało bungee. W pierwszym momencie poczułem przerażenie próbując doliczyć się ilu piętrom sięgał ten dźwig, ale po chwili zdałem sobie sprawę, że jest to najlepsza chwila, żeby przełamać w końcu ten lęk. W sekundzie dostałem ogromny zastrzyk pozytywnych emocji. Było to strasznie dziwne doznanie, przejście ze skrajności w skrajność.

Tak czy owak, nie zastanawiałem się ani chwili wiedząc, że zaraz moje myślenie może odmienić się o 180 stopni, pobiegłem do faceta obsługującego sprzęt i chwilę później już wyjeżdżałem na górę. Wysokość 90 metrów wydawała się być nie do pokonania, lęk wysokości dał o sobie znać na górze podwójnie, jednak starając się tłumić jakiekolwiek myśli podszedłem do barierki i po usłyszeniu magicznych „3,2,1, BUNGEE!!!” … skoczyłem.

Mój błędnik przez cały skok tak wariował, że z całego lotu pamiętam tylko moment w którym już po wszystkim zawisnąłem ok 40 metrów nad ziem ią. Uderzyła we mnie ogromna fala euforii. Dotarło do mnie, że udało mi się w końcu przełamać lęk, z którym zmagałem się od dzieciństwa. To był piękny moment, który z pewnością zapamiętam do końca życia. Od tego czasu wcale nie stałem się nieustraszony. Jeśli miałbym to dzisiaj powtórzyć to podejrzewam, że denerwowałbym się tak samo. Jednak dzięki temu doświadczeniu nauczyłem się chłodno oceniać zagrożenie i na mój lęk patrzeć lekko z przymrużeniem oka. Na zakończenie myślę, że dobrą puentą będzie to, że na studiach zamieszkałem… na 12 piętrze :))