Milowy skok – Marta

DSCI0369

 

Każdy ma swoje własne Mount Everest do zdobycia… dla jednych jest to samotny rejs dookoła świata, dla innych będzie to samodzielne przejście kilku kroków bez pomocy kul… Coś co dla całego świata może wydawać się drobnostką dla nas jest wyzwaniem, które może odmienić nas już na zawsze.

Jaka jest moja historia? Najzwyklejsza pod słońcem, a jednocześnie niezwykła. Od zawsze interesowało mnie wszystko co niezwykłe, magiczne i inne. Od zawsze czegoś szukałam.

Miałam 24 lata i całkowity brak pomysłu na siebie. Skończone studia i całkiem niezłą pracę „za biurkiem”… no ale…. właśnie… czegoś brak. Nie wiem co spowodowało, że coś się we mnie złamało… coś pękło. Popatrzyłam na siebie z boku i poczułam, że to nie jest życie jakiego chcę, że nie mam zamiaru przeżyć tak kolejnego roku, 5 czy 25 lat. Spakowałam się i parę dni później byłam w Londynie. Bez pracy, mieszkania i pieniędzy…

Na szczęście zrobiłam to wszystko bez zastanowienia, bo gdybym tylko dopuściła do głosu mój umysł nie ruszyłabym się z miejsca z obawy przed utratą stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa. Pozornego oczywiście – ale zawsze.  Po kilku tygodniach zaczęłam czuć, że wciąż nie o to chodzi… Że tylko miejsce jest inne, a we mnie wciąż brak zgody na „byle jakie” życie. Zawsze fascynowało mnie odkrywanie siebie, rozwój osobisty, szamanizm.

Zbieg okoliczności, rozmowa z właściwą osobą we właściwym czasie, przypadek, lub po prostu przeznaczenie spowodowało, że dostałam propozycje by współprowadzić warsztaty szamańskie w Niemczech. Z jednej strony ogromna radość i wielkie możliwości, z drugiej paraliżujący strach. Brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony bliskich,  odciągał mnie od podjęcia decyzji.

Nawet funduszy na bilet nie było. Obce miejsce, nieznani ludzie…. ryzyko… Kolejna wyprawa w nieznane zdawała się być ponad moje siły. Nie wiedziałam jak ale gdzieś w  środku czułam, że muszę tam być, a w głowie panowała pustka, czarna dziura i z godziny na godzinę rosnące przerażenie. Spakowałam plecak, znalazłam całkiem obcą osobę, która jechała w tym samym kierunku i wyruszyłam.

Stawiając wszystko na jedną kartę. Dokonałam dla siebie rzeczy niemożliwej. Stanęłam po swojej stronie. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. Spędziłam cudowny miesiąc poznając wspaniałych ludzi, ucząc się, odkrywając swoje mocne strony, pasje, radości, zaglądając w głąb siebie. Dowiedziałam się co chcę robić w życiu. Znalazłam sens. Spotkałam faceta, który okazał się być miłością mojego życia. Dziś razem mieszkamy a ja powoli zaczynam realizować siebie.
Szukałam spełnienia na zewnątrz. A znalazłam siebie :)

Na zdjęciu ja robiąca „milowy skok” w swoją stronę.