Mój świat – Weronika

DSC_0179_1

Trzy tygodnie temu ukończyłam osiemnaście lat. Przez ponad miesiąc zastanawiałam się czy wziąć udział, bo w treści nie będę przytaczać szczęśliwych chwil z mojego życia tylko ciężkie przeżycia, które mnie nie zmieniły, ale ukształtowały mój charakter, sposób bycia i tego czego oczekuje od samej siebie w przyszłości.

Moje dzieciństwo, okres dojrzewania były pełne strachu, emocji, kłótni, wyzwisk i zakłamania. Mój tato choruje na zespół paranoidalny. Jest to bardzo ciężka choroba psychiczna. Na własne oczy od dziecka widziałam przemoc w stosunku do mojej mamy. Ciągłe uciekanie z domu, krzyki i płacz. Mieszkaliśmy z babcią i dziadkiem, który zastępował mi ojca. Troszczył się i próbował to wszystko jakoś trzymać, żeby nam niczego nie brakowało, a mama nie rezygnowała, bo go naprawdę kochała i miała nadzieję, że ten koszmar się kiedyś skończy. Chciała żebyśmy mieli oboje rodziców, bo mam też młodszego o dwa lata brata. Wiadomo, były rozstania, powroty, dalsza ciągła walka i nadzieja, że to się zmieni. Żyliśmy tak przez siedemnaście lat. Niecałe dwa lata temu pojechałam do koleżanki na noc. Wieczorem jeszcze dzwoniłam do mamy czy wszystko w porządku, ale nie odbierała. Pomyślałam, że może nie ma telefonu przy sobie, więc poszłam spać. Rano zalogowałam się na jeden z portali społecznościowych i odebrałam wiadomość od brata o treści: „nigdy nas więcej samych nie zostawiaj” – już wiedziałam, że coś się stało.

Pisał w strasznym szoku, że „bił ją jak psa”. Byłam w szoku po raz kolejny. Mama przyjechała z wujkiem po mnie i pojechaliśmy do szpitala na obdukcje. Okazało się, że przyjmuje lekarz, który jest znajomym mamy taty, mojej babci i nie odważyła się. Postanowiła, że to był ostatni raz, że już tak dłużej nie możemy żyć. Działo się to w nocy. Mój brat się obudził, bo usłyszał krzyk mamy. W ogromnym szoku i desperacji brat pobiegł po nóż do kuchni. Na szczęście babcia powstrzymała go przed najgorszym. Od pięciu lat mój braciszek choruje na nerwice lękową. Ma problemy w szkole, ucieka od odpowiedzialności, ma niskie poczucie własnej wartości. Zresztą tak jest też ze mną. Przed tym wydarzeniem ja zachorowałam na chorobę skóry tzw. łuszczycę. Leczyłam się przez trzy miesiące. Na szczęście nie ma powrotów choroby. Wtedy tez zrozumiałam, że wygląd w życiu nie jest najważniejszy, że liczy się coś więcej: charakter, przyjaźń, miłość mamy…

Wyprowadziliśmy się od taty do domu rodzinnego mojej mamy. Poznałam tu nowych ludzi i przyjaciół, na których również mogę polegać. Z perspektywy czasu wiem, że to była dobra decyzja. Po tylu latach pierwszy raz usłyszałam od taty, że mnie kocha. Zadaję sobie pytanie czy powinnam mieć żal do mamy, za takie dzieciństwo… Szanuje tatę i nie przestałam go kochać. Mamy świetny kontakt ze sobą. Wiemy, że możemy na sobie polegać w każdej sytuacji. Nadal jest ciężko, mieszkam w pokoju z mamą i babcią, dlatego wiem, że muszę brać się w garść i nie użalać się nad sobą.

Dzięki temu wszystkiemu nauczyłam się, że rodzina jest jak dom. Jeśli się coś psuje to się to remontuje, a nie od razu sprzedaję i spisuje na straty. W międzyczasie przeżyłam związek, który trwał 3 lata, dopóki mój chłopak mnie nie popchnął o ścianę. Ciężko mi jest teraz komukolwiek zaufać. Kręci mnie projektowanie reklamy i robienie zdjęć. W przyszłości chciałabym się tym zajmować. Fotografować już tylko moje szczęśliwe chwile. Odciąć się od tego co było i zacząć naprawdę żyć.

Chcę żebyście wiedzieli, że Wasze życie zależy tylko i wyłącznie od Was. Nie pozwólcie na przemoc i poniżanie w swoich rodzinach. Szanujcie się i bądźcie szczęśliwi, bo do tego szczęścia naprawdę czasem niewiele potrzeba. :)