Moje nawrócenie – Emil

dsc_6109

Historia mojego życia wydarzyła się pewnego rekolekcyjnego dnia w spokojnej wsi pod hartowieckim jeziorem. Przybyłem tam, aby nawrócić się. Nawrócić się z letniości. Poddać się i zmienić całe swoje życie. Tego dnia, rano dostaliśmy kartki z tekstem zawierzenia się Jezusowi. Mieliśmy rozważyć tą decyzję na spokojnie.

Przeżywałem już raz taki akt- oznaczało to całkowite wyrzeczenie się grzechu. Oznaczało to właściwie nowe narodzenie. Nowe spojrzenie na świat i nową historię, spisywaną na czystej karcie. Wiedziałem już, że bez bożej miłości świat jest szary, a kolory, które widzimy, to tak na prawdę okulary, które zakładamy co jakiś czas. Okulary, które blakną po  chwili. Kolory, których istnienie sobie wmawiamy. Wiedziałem, że aby być szczęśliwym, trzeba przestać zakładać nieskończoną liczbę okularów. Trzeba nauczyć patrzeć się oczyma Jezusa, od którego pochodzi prawdziwy spokój i poznanie.

Tym razem było inaczej. Za przeczytanie tekstu zabrałem się tuż przed mszą. Uciekłem na spacer, daleko za jezioro.  Gdy spojrzałem na kartkę, zacząłem się bać. Nie chciałem oddawać całej władzy Jezusowi. Bałem się, że utracę kontrolę nad tym, jak żyje, jak funkcjonuję.  Takie myśli przyszły do mnie pierwszy raz w życiu właśnie tego dnia. Nie odrzucały one faktu istnienie Boga, czy życia po śmierci. Przynosiły one zaproszenie do zupełnie innej drogi- szlaku, w którym sam będę mógł decydować,  w którym sam będę mógł żyć, sam sobie radzić, sam być samodzielny. Napawały mnie strachem. Bałem się poddania. Myśli napierały na mnie z niewyobrażalną siłą. Z początku były one nieuformowaną falą strachu- powłoką ogarniającą moje serce i ściskającą je ciężkim ramieniem śmierci. Miałem świadomość, że właśnie odbywa się walka o moją duszę. Walka o wszystko – śmierć lub życie.

Walka w moim sercu trwała aż do mszy. Nie widziałem już nadziei. Siedziałem smutny na swoim miejscu. Wtedy przypomniałem sobie to, czego uczyłem się wcześniej. Przypomniałem sobie wewnętrzne szczęście, którego doświadczyłem rok wcześniej, na poprzednich rekolekcjach. Szczęście, które zagnieździło się we mnie na bardzo długo, bo na kilka miesięcy.  Przypomniałem sobie radość z każdego dnia, gdy wstawałem z poczuciem bycia kochanym przez mojego Ojca. Odgrzebałem w pamięci wszystkie znaki, które mi dawał wcześniej. Przypomniałem sobie wszystkie dowody Jego miłości i… postanowiłem.

Potem szliśmy procesją nad jezioro. Trzymaliśmy świeczki, które gasły od wiatru. Śpiewaliśmy ku chwale Najwyższego. Przechodziliśmy pomiędzy domami, a z balkonów patrzyli się na nas ludzie. Nad jeziorem odnowiliśmy swoje przyrzeczenia chrzcielne- Świadomie zanurzaliśmy się w wodach jeziora. Świadomie wybieraliśmy Jezusa