Peron – Jakub

Jakub Gołembski OK

 

Na studiach politechnicznych pewien profesor zamiast zająć się praktycznie napotkanym problemem, naśmiewał się na zajęciach z tego jak to nie działa w sali klimatyzacja i jak to źle zostało wszystko zrobione.

Czegoś mi w tym wszystkim brakowało. Zauważyłem, że tylko artyści i duchowni nie mają typowych ograniczeń, co do działania. Dostrzegłem w Sztuce szansę na działanie, choć super zdolności plastycznych nie posiadałem. Kilkanaście razy, przez kilka lat próbowałem dostać sie na uczelnię artystyczną. Kilka razy byłem tuż pod kreską aż w końcu udało się i zostałem studentem największej i najlepszej uczelni artystycznej w kraju.

Byłem szczęśliwy, ale i przejęty tym czy aby na pewno dam radę. Te kilkanaście podejść dało mi do myślenia czy aby na pewno mnie tam chcą. Bałem się zaufać nowej sytuacji i postanowiłem, że będę codziennie do Poznania dojeżdżał pociągiem z rodzinnego Leszna. Jeszcze przed rozpoczęciem nauki pewien znajomy, który jest wojskowym i biega w maratonach przestrzegał mnie przed tym tłumacząc iż to olbrzymi wysiłek nie tylko fizyczny.

Sam przez rok musiał podróżować tak do jednostki i był tym bardziej wyczerpany niż bieganiem długodystansowym. Pierwszy rok rzeczywiście był ciężki. Zajęcia trwały od 7.30 do 21.45. Podróż pociągiem trwała przeszło półtorej godziny. Musiałem wstawać o 4 rano a kładłem się spać w okolicach północy. W każdej wolnej chwili musiałem przygotowywać projekty i prace, które omawiane były na zajęciach.

Chudłem w oczach i sam nie wiem jak dałem radę. O dziwo mimo trudu podróży miałem najmniej nieobecności gdyż jak już rano wsiadłem w pociąg nie było odwrotu i sensu wracać. Pociągi często się spóźniały nawet kilka godzin. Było w nich duszno lub bardzo zimno. Pewne było tylko telepanie i to, że będzie strasznie głośno, dlatego bez zatyczek i nauszników nie wychodziłem z domu. Wiele prac artystycznych zrealizowałem w pociągu, który stał się moim drugim domem, w którym przez cztery lata nauki spędziłem 4, 5 tys. godzin (takie pół roku non stop, 24 h na dobę).

Polskie koleje to moc przygód. Zaginięcie lokomotywy, wykolejenia czy napady ludzi w maskach niczym na dzikim zachodzie umilały szarą codzienność. W szkole postanowiłem realizować się w zmienianiu świata na lepsze. Robiłem projekty społeczne pokazujące nieudolności Naszego Świata. Pokazywałem przez Sztukę błędy i to jak należy je poprawiać. Tam gdzie zyskuje społeczeństwo, natura czy świat często ktoś traci, dlatego wiele firm, osób i instytucji miało mnie za wroga.

Wpływały do uczelni na mnie skargi a i sama szkoła nie za bardzo mnie lubiła gdyż wymagałem nie tylko od siebie tego, co najlepsze. Zawsze jak czegoś nie mogłem mieć próbowałem samemu to zrobić a jak widziałem coś, co można było by ulepszyć nie umiałem przejść obok tego obojętnie. To oznaczało również dla szkoły więcej pracy i wysiłku. Przez niektórych byłem traktowany wręcz jak terrorysta, który zakłóca błogi spokój.

Pisałem wiele pism skierowanych do uczelni, w których deklarowałem pomoc, zadawałem pytania, proponowałem korzystne rozwiązania. Czyniłem to do chwili aż mi tego zakazano gdyż jak to ujęto nie byłem dla nich stroną w rozmowie. Miałem też nie chwalić się uczelnią na zewnątrz i nie pokazywać swoich prac na uroczystej wystawie końcoworocznej, o co prosił mnie sam Pan rektor podobno w imieniu i dla dobra studentów.

Władze uczelni miały do mnie pretensje, że napisałem licencjacką pracę dyplomową o możliwych postępach rozwojowych uczelni. Dostawałem wiele nagan i upomnień za działalność na szkodę uniwersytetu między innymi za to, że chciałem przekazać szkole nagrodę zdobytą w jednym z konkursów gdyż pracę konkursową przygotowywałem w pracowni szkolnej z pomocą kilku profesorów i uznałem że tak będzie uczciwie. W szkole się nie przelewa, w pracowniach brakuje wielu nowoczesnych narzędzi, więc szukałem sponsorów na ich zakup, co było traktowane, jako podszywanie się pod instytucje państwową w celu uzyskania korzyści materialnych.

Gdy z własnych oszczędności kupowałem sprzęt multimedialny dla uczelni musiałem robić to po kryjomu, dlatego że pani od BHP zapewne zarzuciłaby mi stwarzanie zagrożenia porażenia prądem sprzętu niewiadomego dla niej pochodzenia. Wiele osób na uczelni przekonałem do siebie. Zauważyli sens i potrzebę moich działań aż tu nagle w minione wakacje dowiaduję się, że zostaję wyrzucony. Mimo wszystko byłem zaskoczony. Wcześniej w sesji egzaminacyjnej sam przyznałem się do tego, że mam omyłkowo wpisaną piątkę z egzaminu, z którego aż tak dobrze mi raczej nie poszło.

W zamian za to dostałem ocenę niedostateczną i jak się później okazało wyrzucenie. Oficjalny powód był taki, że miałem złe podejście do szkoły i nauki oraz to, że wybudowałem sobie niepotrzebny mur. Przedstawiciel władz uczelni powiedział też, że nie było by problemu gdybym chodził na zajęcia. Dla całości dodam tylko, że miałem 100% obecności. Było mi smutno, ponieważ mimo wielu przeciwności dawałem radę nie tylko być dobrym studentem, ale i człowiekiem. Odwołałem się od bezpodstawnej decyzji. Z łaską zostało to pozytywnie rozpatrzone. Mój smutek jednak nie minął. Zawsze byłem dumny, że studiowałem na najlepszej uczelni i nigdy tego trudnego wyzwania nie żałowałem, bo nawet, jeżeli robi się coś utopijnego, ponad siły i wieży się w to, to ma to sens.

Pierwszego października tego roku miał się zacząć mój ostatni rok nauki. Jak co roku kupiłem bilet miesięczny i czekałem na stacji. Pociąg spóźnił się 10 minut. Te 10 minut wystarczyło na refleksje, której wcześniej nie podejmowałem. Gdy pociąg podjechał, pierwszy raz jakoś nie mogłem do niego wsiąść. Rzeczywiście doświadczyłem wtedy jakiegoś muru. Do tej pory w drodze do szkoły pokonałem przeszło 158 tys. kilometrów. To odpowiednik okrążenia kuli ziemskiej niemal cztery razy. I gdyby nie te 10 min być może droga ta miałaby dalej zrozumiały swój sens.

Mówi się, że podróże kształcą i coś w tym rzeczywiście jest. Zgłoszone zdjęcie, które nie jest idealnej, jakości przedstawia równie nieidealny „dworzec” kolejowy w Poznaniu, który był stacją końcową mojej codziennej podróży. Będąc dyplomowanym inżynierem nie spodziewałem się, że przez budowę nowego dworca moja droga do szkoły będzie lżejsza. Modliłem się tylko, aby nie było gorzej. Powstało jednak coś, co przeszło nawet moją artystyczną wyobraźnię. Zamiast Zintegrowanego Centrum Komunikacyjnego powstało coś przykrego i żenującego nie tylko dla pasażerów. Powstało coś tak nieudolnego i nieuczciwego, że trudno sobie wyobrazić lepszy symbol tego, z czym walczę.

Zrobiłem już kilkanaście prac artystycznych w obronie dworca kolejowego w Poznaniu, który został przez dziki kapitalizm praktycznie zlikwidowany. Dzięki, między innymi moim akcją zamknięty budynek dworca nie został jeszcze sprzedany i być może kiedyś zostanie on przywrócony działaniu. Na zdjęciu widać barierę na jednym z peronów, która kryjąc pewne niedociągnięcia w postaci wyrwanej kostki brukowej utrudnia ludziom podróżowanie i normalne funkcjonowanie.