Przełom w górach – Dawid

Zlaty Vrch fot.: Dawid Lasocinski

Zwolnienie z pracy stało się punktem przełomowym. Nie przejąłem się zbytnio, wiedząc, że mam duże oszczędności. Dam sobie radę, byłem przekonany. Nie chcę wracać na etat, siedzieć w klatce korporacyjnej, będę freelancerem. Skończyłem wymarzone studia podyplomowe z coachingu i… kolejne podejścia do znalezienia klientów, nawiązania współpracy, napotykały na mur obojętności. Mijał drugi rok, portfel robił się coraz cieńszy, a nieregularne i kiepsko płatne zlecenia nie powstrzymywały procesu kurczenia się zapasów finansowych. Sprzedałem co było do sprzedania, zlikwidowałem polisy i ubezpieczenia, zacisnąłem pasa na ostatni guzik. Dwa razy oglądałem każdą złotówkę, zanim ją wydałem. Na horyzoncie nie rysowały się żadne szanse. Jeżeli były, to i tak nie potrafiłem ich dostrzec, tak byłem skoncentrowany na widoku czarnych chmur niepowodzeń…

Miałem jedno marzenie, którego spełnienie zaplanowałem dużo wcześniej. Jesienny wypad w góry, konkretne góry w Czeskiej Szwajcarii. Widziałem zdjęcia, słyszałem opowieści, wyjazd niemalże śnił mi się po nocach. Dla człowieka pracującego, taka eskapada nie byłaby czymkolwiek szczególnym, dla niezarabiającego stawała się szaloną ekstrawagancją.
– Nie jedź, podpowiadał rozsądek, nie masz na to pieniędzy, oszczędzaj, zaciskaj pasa.
– Jedź, kusiła intuicja, w górach oderwiesz się od codzienności, od strachu o byt, zobaczysz swoje życie w innej perspektywie, dostrzeżesz szanse!

Zawierzyłem intuicji, po raz pierwszy w życiu świadomie nie poszedłem za głosem rozsądku. Pojechałem. Wróciłem z głową pełną pomysłów, prysł strach przed podjęciem działania. I zaczęły się zmiany. Wpis na blogu o Czeskiej Szwajcarii przeczytało ponad 200 tys. ludzi, nigdy nie miałem aż tylu czytelników, zaczęli pojawiać się reklamodawcy. Zdjęciami zrobionymi w górach zachęciłem klientów do moich kursów fotograficznych dla początkujących, jak na razie mam pełną obsadę. Realizuję też inne projekty, zarabiam…

Niby nic wielkiego, wymarzony wyjazd w góry, a takie zmiany. Jeszcze ciężko mi w to uwierzyć…