Radość małego dziecka – Mariusz

Zachód-Słońca-w-Sudicach1

Myśląc o wyzwaniu i wydarzeniu, które odmieniło życie moje i moich bliskich, zdecydowałem się napisać o ostatniej zmianie, która zaszła we mnie, co ciekawe nie na środku pustyni czy w głębi oceanu, ale w środowisku, w którym żyję na codzień.

Zawsze byłem typem fotografa amatora, który robi zdjęcia bez zastanowienia, można by rzec z obowiązku. Przypadkowo zmieniło się to rok temu, kiedy kupiłem prostego kompaktowego lumixa. Wiem, że mogło to zabrzmieć banalnie ale dla mnie, niespodziewanie, był to bardzo ważny punkt zwrotny w dotychczasowym życiu, które było szare i mało ciekawe. Nie wiem dlaczego, ale wtedy pomyślałem, że nadszedł właściwy moment, że muszę dać z siebie więcej, zrezygnować z codziennej rutyny i spróbować czegoś nowego. Postanowiłem zmierzyć się z nowym wyzwaniem, zacząłem jeździć na dalekie wycieczki rowerowe, wysiliłem wyobraźnię i zacząłem robić zdjęcia inne niż dotychczas. Starałem się trochę eksperymentować i ku mojemu zdziwieniu, zaczęło mi to sprawiać dużą przyjemność i satysfakcję. Często jeździłem wyboistymi polnymi ścieżkami, zmęczony i brudny od pyłu, śpiesząc się by „złapać” czerwony zachód słońca. Mimo pragnienia uparcie brodziłem środkiem gorącego, żółtego pola, smagany ostrymi kłosami zboża, próbując zrobić ciekawe zdjęcie niedalekim bocianom. W górach wytrwale czołgałem się po pachnącym stoku, „polując” aparatem na ruchliwe owady, latające między kwiatami skrzącymi się poranną rosą. A jadąc w starym, kolorowym lesie, szukałem miejsc obsypanych złotymi jesiennymi liśćmi. Baczniej też przyglądałem się mojej rodzinie, bawiąc ją moimi niezdarnymi próbami zatrzymania na zdjęciach pięknych i ulotnych chwil. Nie jest łatwo opisać słowami to, co wtedy czułem, starałem się pisać na tyle wiernie, abyście poczuli się tak, jak byście tam wtedy ze mną byli. Zarówno na początku jak i teraz jest to dla mnie zupełnie nowe wyzwanie, wymaga ono ode mnie ciągłego wysiłku oraz uwagi i koncentracji na otaczającym mnie świecie. Zaskoczyło mnie, że mimo trudów z tym związanych, dało mi to poczucie wolności i szczęścia. Kiedyś nie miałem ochoty rozglądać się wokół siebie, a teraz z radością małego dziecka, odnajduję to, co piękne i wcześniej dla mnie niedostrzegalne.

Dlaczego zdecydowałem się opisać moją historię? Bo wiem, że, mimo wszystko, większość ludzi nie wybierze się na odległość kilku tysięcy kilometrów, żeby przeżyć wyzwanie. Zależy mi na tym, aby ci ludzie, zwykli ludzie, tacy jak ja, przeczytali moją historię i odważyli się, aby wyszli z domu i spróbowali zrobić coś ze swoim życiem. Nie muszą od razu jechać na drugi koniec świata, żeby sprawdzić swoje możliwości, wystarczy że na początek rozejrzą się po swojej okolicy. Mam nadzieję, że moją historię przeczyta ktoś, kto się waha, jego życie zatrzymało się i nie wie jak ruszyć dalej. Chciałbym, aby stawił czoła wszelkim przeciwnościom, bo naprawdę warto. Skoro ja mogłem, to ty też możesz. Spróbuj nie bać się, walcz z wewnętrznymi oporami i kompleksami. Przecież możesz nagle znaleźć się w lepszym i ciekawszym świecie. Poczujesz się spełniony, nabierzesz odwagi i co ważne, może znajdziesz sens swojego życia. Ja już wiem, jedno wyzwanie, jedno wydarzenie może zmienić wszystko. Spróbuj zrobić ten jeden krok, bo masz też szansę odnaleźć pasję, która otworzy cię na piękno otaczającego, kolorowego świata. Mam nadzieję, że choć trochę zachęciłem ciebie do odważnych decyzji i szukania, z aparatem w ręku, nieznanego ci wymiaru rzeczywistości. Wiem, że teraz w moim życiu nic już nie będzie wyglądało tak samo jak kiedyś.

Do historii załączyłem zdjęcie zachodu słońca, który uchwyciłem niedawno w czasie wycieczki rowerowej w rejonie miejscowości Sudice w Czechach :-).