Raz kozie śmierć – Eliza

strgr

Latając często po świecie zmuszona byłam do wielokrotnych przelotów samolotem. Moment startu i lądowania wywoływał u mnie zimny pot i bladą twarz. Po osiągnięciu pułapu bezpiecznego bezturbulencyjnego lotu regenerowałam mój system nerwowy zasłaniając roletę okna starając się zapomnieć, że grunt pod moimi nogami to zaledwie kilkanaście centymetrów blachy i szorstka wykładzina.

Mój długoletni przyjaciel postanowił przyjść z pomocą. Zwalczyć strach przed lotem, lotem. Zapisał mnie na kurs paralotniarski. Pierwszy mój lot wyglądał tak, że praktycznie zostałam (za swoją trochę niepewną ale jednak zgodą) zepchnięta z 300-metrowej górki. Na górce ostatni pacierz: Raz Kozie śmierć. I było cudownie. Żadnego strachu, żadnego zimnego potu.. Nie było czasu na strach. Byłam pilotem! Moje życie w moich rękach. Postawiona w sytuacji ekstremalnej, sprawdziłam się. Zachwyt pięknem krajobrazu z lotu ptaka i wnikliwe słuchanie i precyzyjne wykonywanie poleceń instruktora w zainstalowanym w uprzęży radio. Pierwsze lądowanie na kolanach, ale bezpiecznie.

Będąc w powietrzu czuję się integralną częścią przestrzeni.. Może to i był niekonwencjonalny sposób na oswojenie mnie z lataniem, ale na pewno wyjątkowo skuteczny. Co więcej, obecnie mam wrażenie że odczuwam niedosyt kiedy już muszę lądować. I z nieukrywaną radością czekam na kolejny start. Wkrótce czeka mnie egzamin na pilota i chcę zachęcić wszystkich do stawiania czoła naszym ograniczeniom. Jak widać po moim przykładzie, obawa może być jedynie zaledwie nieodkrytą przyszłą pasją :-)