Rowerem po dachy – Marek

IMG_0479aaa2

 

Rowerem po dachu.
Kończę 60 lat. Posiedzieć na działce i przed telewizorem? No nie, to nie dla mnie. Muszę złamać utarte schematy i pokonać barierę wieku.
Wjeżdżam rowerem tam, gdzie większość ludzi nawet nie wejdzie. Wąwozy, rzeczki, potoki, kamieniołomy, góry, to normalne przeszkody w wyprawach rowerowych.

Postanowiłem poszukać bardziej nietypowych terenów. Jednym z takich miejsc były ruiny Pstrąża – miasta widmo. Jeździłem zarośniętymi uliczkami tego porzuconego miasta i po korytarzach zrujnowanego szpitala. Wniosłem rower na dach czteropiętrowego bloku i po krótkiej przejażdżce po dachu, zjechałem schodami na dół.

W pobliżu rozpoczęły się ćwiczenia wojskowe, więc odjechałem do pobliskiego bunkra, w którym mieścił się ośrodek dowodzenia flotą okrętów podwodnych Układu Warszawskiego. Po bunkrze, też jeździłem rowerem, ale to już historia na inną opowieść. A do Pstrąża jeszcze wrócę, bo to niesamowite miejsce.