Rowerem przez Jakucję – Krzysztof

jakucja

Historia mojej podróży do mroźnej Jakucji ma swój początek, podczas realizacji wyprawy do bliźniaczego Białegostoku znajdującego się kilka tysięcy kilometrów od Polski w samym sercu syberyjskiej tajgi w obwodzie Tomskim. Organizatora polarnej ekspedycji „Drogami Pamięci” spotykam gdzieś na trasie. Nie stąd nie zowąd wyskakuje z Kamaza młody chłopak, z plecakiem ubrany w niebieski T-shirt, który autostopem wracał z Kirgistanu, gdzie próbował zdobywać siedmiotysięcznik Pik Lenina w Pamirze. Pamiętam, że nasza rozmowa nie była zbyt długa, raptem kilka minut. Ja swoim łamanym rosyjskim chciałem wytłumaczyć o celu mojej podróży a Ioann przybliżyć w niewielkim stopniu swój ambitny, a zarazem niebezpieczny pomysł na wyprawę. Chłopak spostrzegł, że mój rosyjski jest słabowity więc starał się wytłumaczyć swoje plany bardzo prosto i zwięźle.

Powiedział miej więcej coś takiego „Jakucja, minus pięćdziesiąt, na wielesipiedzie”. Jeszcze na uwiarygodnienie swoich planów zdjął swój plecak i pokazał koszulkę z nadrukiem nazwy Ekspedycji „Drogami Pamięci” która za cel stawiała upamiętnienie ofiar stalinowskich represji. Wtedy sobie pomyślałem, że Rosjanie to naprawdę twardy naród, rowerem przez biegun zimna. Ja to jadę czarnym asfaltem i niby w oczach innych robię coś wielkiego, a oni chcą jechać jednośladem przez dzikie tereny Jakucji, gdzie temperatury spadają często poniżej -60 C i niżej.

Zrozumiałem, że chłopak zachęcał mnie do wzięcia udziału w tym projekcie, w sumie to nie musiał mnie specjalnie długo namawiać od razu się zapytałem czy mogę z nimi jechać. Rosjanin z uśmiechem od ucha do ucha zgadza się, i oznajmia że wyprawa rusza 1 Lutego 2014 r. a koszt to około 4 tyś Euro. Pomyślałem – „Kurcze nie będę mam takiej kwoty, nawet jak wrócę w połowie października do Polski, nie zdążę zarobić takiej sumy. Ale Ioann uspokajał mnie, że znajdziemy na ten projekt sponsorów, a jeśli nawet się nie uda – to i tak pojedziemy. To zabrzmiało dla mnie bardzo inspirująco i motywująco
o realizacji swoich marzeń, pomimo przeciwności które możemy spotkać.

Co było jeszcze ciekawe z tamtego spotkania to to, że mieliśmy wspólnego znajomego Wasyla Haniewicza z pochodzenia Polaka, który urodził się w Syberyjskim Białymstoku. Ioann przypomina sobie, że sam Wasyl wspomniał mu o moim przyjeździe do Tomska jakieś 8 miesięcy wcześniej i zasugerował aby zaprosił mnie do udziału w swojej ekspedycji. Dopiero teraz jak ,się spotkaliśmy na drodze skojarzył sobie tą starą rozmowę z dyrektorem Muzeum. I co się jeszcze okazało, że sam Ioann mieszka nieopodal Białegostoku w miejscowości Kriwoszewo. Od tamtego momentu, nie wierze już w przypadkowe spotkania.
Podczas już samotnej jazdy bardzo intensywnie myślałem na temat wyjazdu w nieznane, wtedy wydawało mi się że decyzje o wyjeździe podjąłem zbyt pochopnie, na gorąco .Traktując to jako kolejną przygodę, a nie kalkulując w ogóle zagrożenia jakie mogło mnie spotkać.

Był moment że definitywnie chciałem zrezygnować i poinformować Ioanna o mojej decyzji – wersja oficjalna to, że nie mam pieniędzy na wyjazd, a nieoficjalna to ze strachu. Nikt z naszej trójki nie miał do tej pory żadnego doświadczenia polarnego. Aby być jak najlepiej przygotowany do takiego trudnego wyjazdu trzeba było do tego podejść jak najbardziej profesjonalnie. Po powrocie do kraju i krótkim odpoczynku zabrałem się do zbierania informacji o sprzęcie, który jest niezbędny na taki wyjazd. Chcieliśmy też, aby ludzie usłyszeli o naszym projekcie i wyrazili swoją opinie. Napisałem więc do znanego Forum Extremum, opisujące polskie jak i światowe wyprawy ekstremalne z prośbą, aby objęli patronat medialny naszą ekspedycję. Wysłałem maila opisująca w skrócie nasz pomysł na tegoroczne „ferie zimowe” co chcemy dokonać, w jaki sposób i w jakich warunkach. Na odpowiedź nie czekałem zbyt długo, gdyż po upływie paru godzin dostałem odpowiedz w którym Kuba pisze tak:

„Witam Pana, Wyprawa niezwykle ciekawa. Chętnie obejmiemy patronat. Pytanie tylko, czy to możliwe do zrealizowania? Jazda rowerem po śniegu w -40 stopniach? Chcemy wspierać wyprawy, które mają szanse powodzenia. Nie wątpię, że ma pan głębokie przekonanie i siłę ducha, by sprostać takiemu wyzwaniu, chciałbym tylko nabrać pewności, że Pan wie, na co się porywa? Chyba, że trasę pokonacie z rowerami na pace jakichś złapanych po drodze samochodów. Piszemy teraz w serwisie o rowerowych wyprawach na Antarktydzie, do Bieguna Południowego. Myślę, że państwa przedsięwzięcie jest tylko o stopień łatwiejsze. Nie ma szczelin i są na trasie ludzkie osady. Ale proszę z ręką na sercu napisać, czy pan pokonał kiedyś choć 200 kilometrów zimą po śniegu na rowerze? Na jakich oponach chcecie jechać? Gdzie będziecie spać? Przecież będą odcinki bez miejscowości na nocleg. Proszę nie poczytywać moich pytań za jakiś atak, czy też zwątpienie. Chciałbym jedynie mieć pewność, że pan całą sprawę ma przemyślaną w detalach. Pozdrawiam Jakub”

Po przeczytaniu tej wiadomości trochę podupadłem na duchu, pomyślałem sobie że rzeczywiście porywamy się na coś mało realnego i nieosiągalnego. Takie opinie nie tylko dają „pauzę” w przygotowaniach, po których człowiek zatrzymuje się, siada i w spokoju i analizując jeszcze raz swoje położenie. Dla mnie to przede wszystkim dawka motywacji do jeszcze bardziej gruntownego i szczegółowego przygotowania się do tematu z jakim na się przyjdzie zmierzyć
Po tym jak Kuba umieścił na Forum Extremum opis naszego projektu „Drogami Pamięci” zadzwonił do mnie pewien Pan Paweł który posiadał spore doświadczenie w samochodowych wyprawach zimowych po Syberii. Radził abyśmy zrezygnowali ze swego pomysłu, a przynajmniej przenieśli start o kilka miesięcy na przód, kiedy to nie występują w Jakucji aż taki silne mrozy. Po tym telefonie kolejny raz miałem momenty zwątpienia, ale powiedziałem sobie, że spróbuje nawet jak zdołam tam przetrwać tydzień to i tak nie będzie, aż takiego wielkiego wstydu wrócić z takiej wyprawy z powrotem do domu. Rosjanie też nie mieli łatwo. Ioann i Igor opowiadali o pewnym społecznościowym konkursie jaki odbywał się w Tomsku, gdzie do wygrania był grant o wartości 50 tyś Rubli (5tys zł). Projekt tak spodobał się jury i widzom, że przyznano mu pierwsze miejsce i jednocześnie chłopaki zgarnęli dla siebie całą pulę. Jednak po zakończeniu całej ceremonii organizatorzy, którzy sami kilka minut temu przyznali dla nich zaszczytne pierwsze miejsce podeszli do nich i się spytali z niedowierzaniem „Czy wy naprawdę chcecie jechać zimą rowerem przez Jakucję?”. Oni odpowiedzieli, że tak chcemy, a przynajmniej spróbujemy…

Dla nich to było coś abstrakcyjnego. Ioann już od dłuższego czasu korespondował z podróżnikiem Pawłem Koniuchowem rodzonym bratem słynnego rosyjskiego podróżnika Fiodora Koniuchowa. który wraz niewielka grupą znajomych w 1991 roku dokonali pierwszego zimowego rowerowego przejazdu do miejscowości Ojmiakon jedno z najzimniejszych miejsc na naszej planecie stale zamieszkane przez ludzi, pokonując przy tym prawie 2 tyś km. Paweł Koniuchow nawet zaprosił chłopaków do swego domku w przepięknych górach Ałtaj, gdzie opowiadał o ekspedycji sprzed prawie 25 lat. Starszy już mężczyzna który na co dzień jest duchownym w prawosławnej Cerkwi oraz rysownikiem, starał się jak najwięcej i jak najdokładniej przypomnieć sobie jak wyglądały, przygotowania oraz przebiegu jego wyprawy do bieguna Zimna. A przy okazji dać chłopakom otuchy, na czas przygotowań i samą realizacje pomysłu, którą tak potrzebowali. Powiedział do nich miej więcej takie słowa: „To jest do zrobienia, ale wiedzcie że zimno będzie wam zawsze towarzyszyć czy będzie – 60 C czy – 10 C.”

Po tym jak wróciłem do rodzimego Białegostoku jednym z większych problemu jaki miałem było to, że dosłownie, nie miałem w kieszeni ani jednej złotówki. Ale założenie miałem takie, że brak kasy nie stanie mi na przeszkodzie niepojechania na daleką północ. Ostatecznie w akcie desperacji miałem nawet w myślach, aby wziąć pożyczkę w Providencie, tylko po to aby stać się uczestnikiem tej podróży.

To tylko krótka relacja z przygotowań do wyprawy przez mroźną Jakucję, która pomimo trudnych warunków, braku funduszów na jedzenie i powrót (ja jedynie miałem 400 zł na 3 miesiące gdzie bochenek chleba kosztuje 8zł) wyczerpanie organizmu, temperatury która nierzadko spadała poniżej -55C udało nam się jako pierwsi w historii przejechać na rowerach z południa na północ całą Republikę Caxa Jakucja (3700 km). Na dzień dzisiejszy podróż jakoś diametralnie nie zmieniła mojego życia, uważam że nadal jestem tym samym Krzyśkiem jak przed wyprawą. Ale jestem przekonany, że takie ciężkie podróże które wymagają bardzo dużego wysiłku, hartu ducha, wyrzeczeń i podjęcia ryzyka będą procentować w przyszłości przez dalszą część mojego życia.