Skok – Natalia

Skok2

Umrę.. To już koniec… Właśnie popełniam samobójstwo..” – takie myśli przebiegały mi przez głowę z prędkością błyskawicy podczas pierwszych 5 sekund kiedy wyskoczyliśmy z samolotu.. – „Niech się dzieje wola nieba…”. Te pierwsze sekundy były straszne i czarne, kręciliśmy się bezwładnie bez żadnej kontroli..

Nagle, nie wiem jakim sposobem, przyjęliśmy stabilną pozycję, otworzyłam oczy i ukazał mi się niesamowity, najpiękniejszy widok. Ziemia była daleko, wszystko wydawało się takie małe, czułam jak powietrze przechodzi przez całą moją twarz, aż ciężko było się uśmiechnąć. W tej chwili poczułam ogromne szczęście i radość, pędziliśmy w dół a ja się uśmiechałam. Z rękami wysuniętymi daleko jak ptak mknęliśmy do ziemi. Ogromna siła spadania. Niezapomniane przeżycie i dawka endorfin!

Otworzyliśmy spadochron, z całym impetem wyrzuciło nas w górę po to żeby spokojnie opadać aż do ziemi. Przynajmniej tak to sobie wcześniej wyobrażałam, spokojne opadanie. Instruktor dał mi do trzymania linki i raz w jedną raz w drugą stronę obracaliśmy spadochron. „Byle tylko nie puścić tych linek! ” – myślałam, kurczowo trzymając linki. Sterowanie spadochronem było wielką frajdą, cała Ziemia kręciła się wkoło. Mimo wszystko wolałabym, żeby to instruktor trzymał kontrolę, przecież ja nigdy tego wcześniej nie robiłam! Nie mam wyczucia, nie potrafię.. Na szczęście instruktor był czujny i dokładnie wiedział co robić.

Ziemia stopniowo przybliżała się aż w końcu wylądowaliśmy. „Dziękuję bardzo, że żyję!” – powiedziałam i z radością pobiegłam do siostry. Ona wylądowała kilka minut przede mną. W takich chwilach, a było to zaledwie parę minut docenia się WSZYSTKO. Z ogromną radością stąpa się po ziemi, aż chciałoby się ją ucałować.

Ten skok dodał mi to wiele odwagi i siły. Nie chodzi mi tu wyłącznie o sam moment opuszczenia samolotu, ale o wszystkie kroki: moja decyzja, determinacja, zaoszczędzenie pieniędzy, cała logistyka.. Żeby wykonać skok z moją siostrą w Częstochowie, musiałam przejechać Seicento z Wrocławia do Krakowa, odebrać siostrę, a następnie jechać do Częstochowy i z powrotem do Krakowa, dla niedoświadczonego kierowcy to jest nie lada wyczyn..

Gdy wylądowałam na ziemi nie wierzyłam a jednocześnie cieszyłam się, że się udało To o czym dawno marzyłam. Tak właśnie przełamuje się pewne granice, a raczej nasze wyobrażenie, że coś jest lub nie jest dla nas możliwe.

Jedno wyzwanie, na które sama się zdecydowałam zmienia wszystko. Najwięcej zmienia się to co jest niewidoczne: Moje postrzeganie świata, barier, które sama sobie stawiałam. Teraz wiem, że skoro TO zrobiłam, to mogę podbijać Świat! Mogę stopniowo i wytrwale spełniać marzenia.

Kocham życie i kocham przygody!