Stop – Kinga

niesamowity-zachód

 

W obecnych czasach żyjemy nie zwracając uwagi na nic, zajmują nas sprawy błahe, przejmujemy się drobnostkami, nie przykładamy wagi do tego, co naprawdę ważne i wartościowe.

A gdy wreszcie to dostrzegamy i docenimy jest już za późno. Ciągle za czymś gonimy, co zdobyte, nie daje nam pełni szczęścia. Życie to nieustanna pogoń. Bóg czasami się nad nami lituje i zsyła nam odpoczynek od tego maratonu. Często uważamy to za jakąś karę, fatum, coś okropnego, a często jest to sygnałem – Stop! Gonisz życie zamiast je przeżyć. Zatrzymaj się, zastanów.
Moja ciocia, typowa karierowiczka, znajdowała się wtedy w szczytowej formie: doskonała praca, pieniądze, luksusowy dom i kochający facet – scenariusz jak z najlepszego romansidła. Wszystko było ok. Jednakże, wspólne święta były zwiastunem zmian. Spędzaliśmy je wspólnie, gdy zauważyliśmy, że z Anią dzieje się coś złego. Zaczęła słabiej mówić, jąkała się, nie potrafiła poskładać słów w najprostsze zdania. W szpitalu lekarze zawyrokowali, że jest to zapalenie mózgowia. Stwierdzili, że zmiany będą nieodwracalne.  A te postępowały bardzo szybko, po dwóch tygodniach z pięknej i ambitnej kobiety zrobiła się roślinka. Cała rodzina, mimo konfliktów, zaangażowała się w pomoc, karmiliśmy ją, robiliśmy masaże, opiekowaliśmy się 24 godzin na dobę. Porzucił ją partner, tym bardziej potrzebowała kogoś bliskiego i poczucia miłości i potrzeby. Czas mijał i nic się nie zmieniło.

Nie pomagały żadne rehabilitacje, leczenie. Byliśmy gotowi na najgorsze, ale gdzieś w głębi nadal mieliśmy nadzieję, liczyliśmy na cud. Życie skończyło się w jednej chwili. Nie poddawaliśmy się jednak, patrząc na jej nikły uśmiech, a raczej drgnięcie warg, wstępowała w nas nowa siła i odwaga, a dawała nam ja ona sama, jakby chciała powiedzieć: ,,Spoko, zawsze dawałam radę, to i teraz dam’’. Ania bardzo kochała dzieci, chciała mieć rodzinę, ale praca i brak czasu zajmowały jej życie. Pewnego razu przyjechali do nas przyjaciele z córeczką. Mała szczebiotała do niej po swojemu, aż w pewnej chwili z ust chorej wydobył się cichy jęk, niewyraźne sylaby. Od tamtego czasu, z miesiąca na miesiąc, było co raz lepiej. Ciało uległo duchowi walki i zaczęło słuchać poleceń. Dziś, Ania ma szczęśliwą i kochającą rodzinę.
Minęło szmat czasu, mimo że wydarzenia te należą już do przeszłości, nie jesteśmy w stanie o nich zapomnieć. To smutne, że ludzie dostrzegają drugiego człowieka, jego problemy i potrzeby w momencie nieszczęścia i katastrofy, wtedy zaczynają być zdolni do działania. Dopiero, gdy jesteśmy poddani próbie, wychodzi na jaw ile jesteśmy warci. Fortuna kołem się toczy, a zły los zjednoczył nas i umocnił więzi, sprawił, że zjednoczyliśmy się i przerwaliśmy odwieczne nieporozumienia. Jest w życiu bowiem taka chwila, kiedy zdajemy sprawę, że urodziliśmy się ze śmiertelną chorobą zwaną życiem.