Syberia – Jerzy

10.-Ural-Polarny-IMG_1622

 

Syberia 4×4. Plan był taki. Przekroczyć Ural na wysokości Moskwy, jadąc zimnikami wzdłuż rzeki Ob dotrzeć do najbardziej na północny-zachód wysuniętego miasta Azji, Salechardu (jednego z dwóch na świecie miast leżących na Kręgu Polarnym), i wrócić do Europy przebijając się przez północny Ural Polarny. Zapewne udało by się zrealizować plan, gdybyśmy zatrzymali się, jak nakazuje tutejszy obyczaj, przy Skale Szamanów i wypili kieliszek wódki za zdrowie duchów gór.
Ale ja nie o tym… Wyprawa miała swoją niezwykłą historię.
Nasze terenowe samochody zaparkowaliśmy tuż obok handlujących Nieńców, którzy życzliwie się nam przyglądają i z uśmiechem komentują naszą krzątaninę wokół aut. No bo my ciągle coś w nich naprawiamy. To zerwał się pasek, to nawaliło podnoszenie szyby, to hamulce zawiodły. Całą drogę na Syberię znaczymy postojami z naprawami. Nie inaczej jest i na placu w Salechardzie. Ktoś z naszych leży pod autem i coś tam w nim grzebie. Zrobione, jedziemy dalej. Nie ujechaliśmy daleko. Do sąsiedniego, leżącego po drugiej stronie Obu miasta Łabytnagi.

W samym jego centrum wydobywa się spod maski naszego patrola jakiś dym czy para. Stajemy. Co się okazuje? Rozsypała się chłodnica. Jest problem, tym bardziej, że dzisiaj sobota. Warsztaty i sklepy pracują krócej lub wcale. Podczas gdy debatujemy co robić, podjeżdża do nas swoją mocno używaną terenową toyotą na wielkich kołach wysoki chudy młodzieniec. Pyta, czy może pomóc. Gdy widzi, że problem jest większy, oferuje pomoc. Ma tuż obok swoją bazę, sklep i warsztat.

Jako, że zanosi się na dłuższą naprawę, proponuje spanie na podłodze w jego sklepie z narzędziami, na którego zapleczu zainstalowaną ma pokaźną banię, u nas znaną jako sauna, i wielki stół z ławami. Po chwili Żenia, bo tak ma na imię, dokłada szczapy drewna do ognia wielkiego pieca. I jedzie z nami w poszukiwaniu odpowiedniej chłodnicy. Złoty człowiek! Znajdujemy, jego mechanik naprawia samochód, po czym zostaje mistrzem ceremonii przy bani.

Na stole pojawiają się lokalne przysmaki, słonina, surowa ryba no i, oględnie mówiąc, napoje. Impreza się rozkręca. Przychodzi brat Żeni, ma ze sobą gitarę. Wpadają kolejni goście. Zaczynają się śpiewy. Na koniec przybywa ekipa rosyjskich offroadowców, przyjaciół Żeni, którzy następnego dnia, podobnie jak my, zamierzają przeprawić się przez Ural Polarny. W bani robi się ciasno, przy stole tym bardziej. Przyjaźń polsko-rosyjska rozkwita. Pikanterii całej historii nadaje fakt, że Żenia jest Ukraińcem, który kilka lat temu przybył na Syberię i tu pozostał, żeniąc się z tutejszą dziewczyną. A przecież parę dni wcześniej Rosja zaanektowała Krym.