Szukając domu – Kamila

Kamila_Dabrowska_08

Jadę pociągiem relacji Łochów – Warszawa Wileńska, muszę znaleźć dom. Fotografuję przez brudną szybę, dziś wszystkie domy są brzydkie. Te z Wołomina, Kobyłki, Ząbek są za duże, zbyt nachalne, nie mieszczą się w kadrze, kadrują krzywo. W Kobyłce już mieszkałam. Ładne, duże i słoneczne mieszkanie, grill z sąsiadami, ogródek, korki do pracy i brak tchu. Uciekliśmy do Łochowa. Łochów jest daleko, ale jest mój, jest tu rodzina i złe wspomnienia z przedszkola i podstawówki. Chcieliśmy w Łochowie zbudować dom, mąż rysował projekty, przeglądałam otodom i gratkę, coraz częściej też oferty z Warszawy. Warszawa jest bardziej moja. 34 m2 po babci na Muranowie, to był dopiero dom! Ciemna zieleń topoli w oknach, ptaki i słońce o świcie, idealne miejsce by czytać, myśleć, wychodzić. Potem: pies, chłopak, dziecko i wyprowadzka do wspomnianej Kobyłki. Tam było źle, choć wszyscy mówili, że powinno być dobrze. Co dalej? Zostać w Łochowie? Jest tu mniej źle niż w Kobyłce, ale marzy się Warszawa. Drugie dziecko rośnie, mieszkamy u rodziców, odsetki od kredytu lecą domu nie ma. Znowu gratka i otodom, pieniędzy starczy tylko na wielką płytę, niech będzie i tak, byle Warszawa, ta prawdziwa z tramwajami. Znajduję ogłoszenie z Pragi, to przedwojenna kamienica, jesteśmy pierwszymi oglądającymi, obdrapane tynki i kraty w oknach. Chcę! Mam. Mieszkamy. Mamy dom.