Ten, który spełnia marzenia – Dorota

thumb-2(1)

Znowu oglądał, chociaż mówił, że już nie będzie, że przeprasza, a ja nie mam się co porównywać…, że jest szczęśliwy…, a ja najpiękniejsza… upokorzenie, ból i wstyd oraz poczucie własnej wartości, którego już nie było. Dlaczego? Przecież ma mnie…

– Odchodzę… nie wytrzymam tego dłużej… 4 lata związku i ciągle ten sam problem. Może gdy zobaczy, co stracił, opamięta się… zacznie walczyć z nałogiem i o mnie. O naszą tak piękną miłość, której wszyscy zazdrościli, marzenia… I wygra. Może to nim wstrząśnie, bo już wszystko przerabialiśmy, a to jest jak kolec, który rozszarpuje moją miłość do niego.
Jego milczenie…
– Nic nie powiesz?
Miesiąc milczenia, mój niepokój i spotkanie. Przeprosi… powie, że życie beze mnie nie ma sensu, że kocha tak, że zrobi wszystko.
Patrzę w jego niebieskie oczy.
– Wiesz, nie będę o ciebie walczył. Nie chcę więcej sprawiać ci bólu, a poza tym… NIE KOCHAM CIĘ JUŻ.
Moje milczenie. Nie wierzę…, nie przyjmuję tego do wiadomości.
– Powtórz.
– Nie kocham cię. To koniec. KONIEC. Nie twoja wina…, coś we mnie wygasło…, nic nie zrobiłaś, ale moje uczucie się skończyło.
To uczucia wygasają? Miłość się kończy a marzenia rozpadają???
Miesiąc prób życia: w nocy pragnienie poranka, rano modlitwy o noc.
– Musimy porozmawiać. Zawalasz wszystko, za co się weźmiesz. Podpisz to…
A więc tak się traci pracę?
„W związku z nieuregulowanymi opłatami za studia zostaje pani skreślona z listy studentów”. A więc tak się zawala studia?
– Kochana… spotkaj się ze mną, nie mam siły, świat mi się wali…
– Yyy… wiesz, nie mam czasu, może za tydzień zadzwoń.
Za tydzień: wszyscy oni – nasi przyjaciele – mówili to samo. A więc tak się traci przyjaciół?
Ciągłe awantury w domu. Hałas, niezadowolenie rodziców ze wszystkiego. Ich rozwód i moja wina, że nie stoję po niczyjej stronie. Wyrzuty…, przeprowadzka byle dalej, do babci. A więc tak się traci dom?
Boże jeśli tam jesteś, w co szczerze wątpię, pomóż mi! Moje łzy nie mogą iść na marne. Nie mam nic. Tępe spojrzenie w sufit. Ból taki, że aż fizyczny. Nikt z ludzi się nie odzywa, bo i co powiedzieć? To już pół roku minęło? Boże… nie mam nawet jednej koleżanki, wszystko zostawiłam. Boże…, jesteś tam? Czy ty byłeś kiedyś samotny? Tyle czasu wolnego a nie ma nawet gdzie pojechać, a już tym bardziej osoby, która chciałaby być tam z Tobą. W końcu wakacyjne plany odeszły wraz z jego miłością.
– Telefon: Przyjedź. Żona jedzie z dzieckiem nad jezioro. Po co się grzać w mieście?
Dobrze mieć brata.
Potem telefon od kolegi – to nawet nie znajomy – przyjdź na grilla. Przeprowadziła się tu moja znajoma i szuka koleżanek. Ja? Okazało się, że jest nas takich więcej. Pozostawianych, przeprowadzonych do innego miasta za pracą, bez grupy. Stworzyliśmy siebie. Jesteśmy przyjaciółmi. Mam własnych przyjaciół.
Boże… Czyżbyś słyszał? Skąd wziąłeś 15 osób? A więc przetrwałam samotność.
Kolejna rozmowa kwalifikacyjna. Nie zależy mi, praca zbyt cudowna, by mogła być prawdziwa. Idę, ale bez nerwów – w końcu na nią nie zasługuję.
– Dostała pani pracę. Witamy w naszym gronie. Była pani najbardziej otwartą i wyluzowaną kandydatką.
Boże, to Ty? Będę miała pracę 10 razy lepszą niż ta, którą straciłam. Czy zabierasz czasem rzeczy, żeby dać lepsze?
– Pracujesz u nas już rok i będziesz tu pracować dopóki firma będzie istnieć – dobrze mieć cudownych znajomych w pracy. A więc przetrwałam brak pracy.
Powrót do domu. Może będę w stanie tam mieszkać. Spróbujemy? Wszystko leży tak, jak tego dnia, gdy wyszłam. Wspomnienia… nasze dni… nasze pamiątki… ON. Boże… Pomóż!
– To wszystko? Mogę iść wyrzucić te rzeczy? Dobrze, że się tego pozbywasz – mama.
– Dobrze, że jesteś – tata.
A więc żyjemy znowu razem… nie jest źle.
A więc to już kolejne kilka miesięcy? A tu ciągle zgoda? Boże… to jakieś żarty, ale chyba szczęśliwa jestem.

Moi kochani. Moi przyjaciele. Mój dom. Moje radosne dni. Moje pełne śmiechu wyjazdy. Moja satysfakcjonująca praca. Moje codzienne radosne małe chwile. Moje powoli wracające marzenia, rosnące z każdym dniem. Włosy już długie – ścięte w boleści, nie wiedzieć czemu. Moje studia – opłacone wspólnymi siłami z resztki oszczędności, zasiłku dla bezrobotnych i babcinej emerytury.

Wiadomość od NIEGO. Rozmowa – przez komunikator:
– Umieram z samotności. Ciężko mi. Oni nie mają czasu. Jakoś się popsuło.
– Przyjdź do nas. Mam ich. Składamy się z samych samotnych.
A więc kolejny potrzebujący ludzi.
Moje wybaczenie. Moja siła. Mój Bóg.
– Dziękuję.
– Za co?
– Gdybyś nie odszedł, nigdy nie zobaczyłabym, jaka jestem silna. Jak wiele potrafię znieść. Co to jest ból, na kogo mogę liczyć. Mój świat stałby oparty na Tobie. Teraz wiem, że sama też umiem, że wydostanę się z każdej sytuacji, że jestem wartościowa jako ja – a nie jako dodatek do ciebie. Wszystko, co straciłam, odzyskałam w jeszcze lepszej formie. Lepsza praca, prawdziwi znajomi, spokojny dom.
– Nie masz faceta.
– Mam Boga, który spełnia marzenia. To jest następne na liście do spełnienia.
– Dałaś radę… Podziwiam cię, ale dałaś radę.
– Wiem. Uwielbiam życie.

Podobno jestem nawet pozytywnie szalona. Nie wiedziałam. Tylu rzeczy przedtem o sobie nie wiedziałam.