W Majdanku – Agata

Majdanek

Historia była moją pasją od zawsze.Od dzieciństwa wiedziałam, że kiedyś zwiążę z nią swoje życie zawodowe. Cóż, kiedy okazało się to takie proste. Moja dorosłość przypadła na czas trudny dla naszego kraju. Zawisło nade mną widmo bezrobocia, lub pracy na tzw.”śmieciówkach”. Wtedy to, od moich przyjaciół usłyszałam: „Dlaczego nie zostaniesz przewodnikiem miejskim? Masz zdolności ku temu, wiedzę, a zajęcie jest bardzo ciekawe.”

Właściwie, to od dawna o tym myślałam. Parę razy zdarzyło już mi się oprowadzać przyjezdnych po naszym pięknym mieście – Lublinie. Dało mi to ogromnie dużo radości, więc przyznałam rację moim przyjaciołom, i zapisałam się na kurs.

Okazało się wkrótce, że w jego ramach mamy wydzieloną część, obejmującą historię obozu koncentracyjnego na Majdanku, zakończoną osobnym egzaminem. Od początku, jak o tym usłyszałam, wiedziałam na pewno – NIE CHCĘ być przewodnikiem po tym strasznym miejscu. NIE CHCĘ chodzić tam z grupami. NIE CHCĘ i już! Historia mojego miasta jawiła mi się zawsze piękną, pełną niezwykłych wydarzeń, i wspaniałych postaci. Hołd Pruski, Renesans Lubelski, Biernat z Lublina i Józef Czechowicz – to była dla mnie właśnie ta przeszłość, o jakiej chciałam w przyszłości opowiadać turystom.

Piekło Majdanka nie istniało dla mnie przez tyle lat mojego życia. Mało wiedziałam na jego temat, i przez dotychczasowych, trzydzieści parę lat swojego życia byłam w tym miejscu tylko raz, jako uczennica podstawówki. Nie chciałam, by było inaczej. Nie byłam w tym podejściu osamotniona. Większość spośród mieszkańców Lublina nigdy na Majdanku nie była, a samo to słowo kojarzy im się raczej z cmentarzem komunalnym (założonego po wojnie w bezpośrednim sąsiedztwie byłego obozu).

Wszystko odmieniło się w ciągu jednego wieczoru, i w czasie jednego spotkania z moimi przyjaciółmi, tymi samymi zresztą, którzy zachęcali mnie do zapisania się na kurs przewodnicki. „Agata!!-usłyszałam wówczas – pomyśl, jakie to ważne, opowiadać o tym, co się wtedy wydarzyło! Dobrze to przekazać! Żeby do ludzi dotarła prawda na ten temat…!” Jedna rozmowa, kilka minut. Na początku wewnętrzny sprzeciw. NIE CHCĘ….ale gdzieś tam obudziło się we mnie coś innego.

Na drugi dzień, z samego rana, zaczynał się kurs historii Majdanka. Jeszcze kilka chwil temu byłam przekonana, że na niego nie pójdę. Zostanę w domu. Teraz już nie było to takie pewne. W końcu, podjęłam decyzję – IDĘ. Pełna obaw, i – pomimo wszystko – w dalszym ciągu pełna niechęci do tej tematyki.
Kurs okazuje się być interesujący, przede wszystkim ze względu na osobę prowadzącego, historyka, pracującego w muzeum na Majdanku, Roberta Kuwałka (zmarłego niestety kilka miesięcy temu). Niezwykły był to człowiek, odznaczający się nie nie tylko wiedzą naukową, ale i umiejący ją przekazać w sposób niezrównanie interesujący.

Zdaję egzamin z historii obozu na Majdanku, niedługo potem – właściwy egzamin na licencję przewodnika miejskiego. Zaczynam pracę. Łapię wiatr w żagle. Lubię to zajęcie.

Od tamtej pory mijają kolejne miesiące i lata. Cały czas oprowadzam po Majdanku wiele grup, jak i pojedynczych turystów, z różnych krajów, i z różnych grup społecznych i wiekowych. Bardzo często, kiedy po raz kolejny staję u początku trasy, przypomina mi się tamten wieczór w knajpie i tamte słowa, które wówczas usłyszałam. Wspomnienie tamtej chwili pomaga mi zawsze wtedy, kiedy pojawia się w głowie pokusa popadnięcia w rutynę. Tak! Bycie przewodnikiem w tak specyficznym miejscu to odpowiedzialność, i wyzwanie. To – przede wszystkim – dążenie do tego, by współczesnych ludzi wyrwać z tej ogólnomedialnej wizji II Wojny. To próba przekonania ich, że Majdanek nie jest kolejnym, popkulturowym faktem, wciśniętym gdzieś pomiędzy War of Tanks, Kompanię Braci a Czterech Pancernych.

Im większy jest dystans czasowy, dzielący nas od tamtych lat, tym ważniejsze jest to zadanie. Ja dorastałam w czasie, kiedy pokolenie świadków II Wojny Światowej było jeszcze licznie reprezentowane. Dla obecnej młodzieży, tamta generacja jest tym, czym dla mnie było pokolenie Rewolucji 1905 roku i I Wojny Światowej.

Co więc trzeba robić, żeby pamięć nie zaginęła? Stawiam sobie to pytanie ilekroć zdążam na Majdanek, by spotkać się z kolejną grupą. I zawsze na nowo uświadamiam sobie, że część odpowiedzialności za to, spoczywa i na mnie.