Warto ruszyć w drogę- Ewa

SONY DSC

 

Los spłatał mi figla. Rozpadł się mój wieloletni związek, w pracy nie szło najlepiej, a wynajmowane mieszkanie było za duże i zbyt drogie.

Najgorsze było jednak to, że zaczęłam gubić wiarę w to, że świat jest dobry i warto walczyć o marzenia. Moja dusza zaczeła się gubić w ciemnościach. Pewnego dnia postanowiłam ruszyć w drogę, zrezygnowałam z wynajmu i ruszyłam na zachód. Zostawiłam za sobą wszystko co zwykłe i przewidywalne.

Moim celem było Santiago de Compostela w północnej Hiszpanii. Pociąg, autostop i w końcu ostatnie 870 km do przejścia na własnych nogach. Nie wzięłam ani mapy, ani za dużo pieniędzy. Nie znałam języka. Szukałam wiary, że wszystko ma sens i jest jakaś siła, która nad nami czuwa. Zdjęcie przedstawia Cruz de Ferro, miejsce w którym pielgrzymi zostawiają swoje grzechy lub to, co najbardziej ciążyło im na drodze, a czego nie muszą już nieść.

Ja zostawiłam kartki z kalendarza z czasów, w których nie byłam dla siebie dobra. Nie szanowałam siebie tak, jak należy i pozwalałam na to, by dni mijały niezauważenie. Zostawiłam tam świat w którym byłam słaba i poszłam dalej. Wciąż idę. Po powrocie wszystko zaczęło się od nowa, dziś mam rodzinę i jeszcze wiele podróży do odbycia. To zdjęcie przypomina mi o tym, że warto ruszyć w drogę i by każdy dzień traktować jak dar, w którym można spełniać po marzenia.