Wigilia – Dorota

SONY DSCCóż, moja rodzina nie była idealna, mój ojciec był chory na typową chorobę czyli alkoholizm.

Upijał się, był spokojny, awanturowała się mama. Ja ich uciszałam. Przecież tata mnie kochał, ja byłam jego córeczką. Mój Tata opowiadał mi, że w czasie mojego snu krasnoludki pomalowały moją kolorowankę, a ja mu wierzyłam, robiłam dla niego kanapki, uciszałam mamę. Czego ta mama od niego chciała? Tak wówczas myślałam.

Czasem oddechu były święta Bożego Narodzenia, takie uroczyste, spokojne. Wierzyłam w Mikołaja, w czas cudów, w czas trzeźwości, choinkę i prezenty. Robiłam z tatą zakupy a z mamą świąteczne potrawy. Szczególna była Wigilia, czas niespodzianek, gadających zwierząt, opłatka i miłości. Ale w pewną Wigilię mój Tata poszedł po zakupy. Wrócił na kolacje wigilijną pijany i poszedł spać. Wtedy czar świąt i Wigilii prysł na zawsze. Przecież w Wigilię nie zdarzają się złe rzeczy.

Talerzyk czeka dla samotnego wędrowcy. W tę Wigilię pozostały dwa puste talerzyki. Pijany tata był tak blisko, tuż za ścianą, a jednak dalej niż wędrowiec, który prawie nigdy nie przybywa. Swięta stały się dniem powszednim, zostałam obdarta z mojej dziecięcej naiwności, a bańka mydlana pękła.

Teraz, kiedy mój ojciec już dawno nie żyje próbuję przez kolejne lata odbudować magię świąt, ale raz rozbity dzban zawsze będzie tylko posklejany. Dlatego dbajcie o magię dla siebie i swoich dzieci, bo gdy raz przepadnie już nie wróci.