Wypad na lody – Monika

20140925_124714

Choruję nieuleczalnie od lat (autoagresja/nerki) i do tego doszły inne, w tym otyłość, ciężka depresja, ciężkie nadciśnienie, wielopoziomowa dyskopatia i cukrzyca. Spodziewałam się cukrzycy posterydowej, ale śpiączka dopadła mnie znienacka. I to był kop od życia. Do tej pory chodziłam w namiotach, bo 157 kg. W styczniu ważyłam 137 a dzisiaj 110 kg. Szybko chudnę,ale rozsądnie, bo motywacją jest zdrowie i zachwyt, podziw w oczach najbliższych i taka radość przeogromna, gdy mnie nie rozpoznają ludzie. Chodzę w jeansach! dopasowanych! Mam nowe ciuchy! Bawię się teraz strojami. Wygodnie mi z przyzwyczajenia w sportowych ubraniach, ale odkryłam tej jesieni jak wspaniale jest założyć coś nowego i wyszukiwać ładne stroje. Przedtem patrzyłam tylko na rozmiar, bo ciężko było coś kupić tak ogromnego. A tej jesieni przebieram w ciuchach! Mogę mierzyć i nosić co chcę! I chodzę lżej; ba! nawet tańczę. Poprawiły się wszystkie parametry zdrowotne! I jem już wszystko! (bo pół roku ścisła dieta, intensywna insulinoterapia-liczenie kalorii, bez słodkiego czegokolwiek). Tylko rozsądnie! W niedużych ilościach i więcej ruchu. Widzicie na zdjęciu nawet lody. Dostałam od męża „pierścień Arabeli”- takie nasze czary-mary, że ma być już dobrze. (nie wiem czy pamiętacie Arabelę). Życie nie polega na tym, żeby sobie odmawiać, ale trzeba wziąć byka za rogi i szukać rozwiązań; ale trzeba mieć w kimś oparcie i motywację. Powiedzieli mi, że nie ma mnie już czym leczyć i zostawili w oczekiwaniu na dializy. A ja sama znalazłam sobie lek i kazałam się nim leczyć. I jakie mam efekty! Na moim przykładzie chcą leczyć innych. To jest NIEPRAWDOPODOBNE. Jestem sprawniejsza, zdrowsza, szczęśliwsza, weselsza.