Z plecakiem – Jerzy

35.-Afryka.-Mozambik-autostopem-do-Malawi.

Na przełomie roku 2007 i 2008 przemierzyłem z plecakiem południowo – wschodnią Afrykę. Od najbardziej na południe wysuniętego cypla kontynentu – Cape Agulhas w RPA po niemal równik.

Siedem krajów w cztery miesiące: RPA, Lesoto, Suazi, Mozambik, Malawi, Tanzania i Zanzibar (jeśli liczyć go jako osobny kraj). Z biletem lotniczym tylko w jedną stronę, do Cape Town. Bo tu był mój start. Mety nie znałem.
Nie miałem pojęcia ile czasu zajmie mi podróżowanie przy założeniu, że korzystać będę z transportu publicznego i autostopu. Na ile starczy mi mój budżet jaki przeznaczyłem na tą podróż przy założeniu: maksimum przygody minimum kosztów.
Celem było poznanie Afryki „z bliska”, jej prawdziwego oblicza. Bo moje, i pewnie Wasze, wyobrażenia o tym kontynencie kształtują z jednej strony wiadomości telewizyjne, czyli Afryka to głód, wojna i korupcja oraz z drugiej strony filmy przyrodnicze o parkach narodowych pełnych dzikich zwierząt czy o barwnych prymitywnych plemionach.
Jaka jest Afryka? Oczywiście poznałem tylko jej skrawek, ale jedno mogę powiedzieć na pewno… uśmiechnięta! I ani taka zła jak z newsów, ani taka kolorowa jak z reklamówek. Na pewno jest niezwykła. Warta poznania. Z bliska.
Takie (jedno zresztą z wielu) nastąpiło, gdy podczas pory deszczowej zawalił się podmyty most kolejowy i jedyne regularne połączenie pomiędzy północnym Mozambikiem i Malawi przestało istnieć. Pozostała podróż dziesiątkami afrykańskich minibusów lub autostop. Wybrałem to drugie. Trafiła się stara zdezelowana amerykańska ciężarówka. Podróż trwała trzy dni, dwie noce spędziłem w szoferce z załogą. Moja wspólna droga z czarnoskórymi kierowcami to były nieustające naprawy rozpadającego się auta czy ładowanie spadającego z naczepy towaru. Afrykańska przygoda. Pozostały niezwykłe przyjaźnie i do cna przełamane bariery nietolerancji, niezrozumienia.
Przenoszą się one na moje codzienne życie, na życie mojej Rodziny, na życie i poznanie świata przez moje wnuki. Moje afrykańskie historie, a opowiedziałem tylko jedną z wielu, z całą pewnością kształtują moich bliskich. Mam nadzieję, że ruszą (ruszają) w świat z zupełnie innym bagażem, jeśli chodzi o ich głowy i podejście do ludzi. Na całym świecie.