Życie ćpunki – Aleksandra

CSC_0367

Nazywam się Milena. Chciałabym opowiedzieć jak znalazłam się na poważnym, życiowym zakręcie. Wiodłam szczęśliwe życie, u boku kochających mnie rodziców – Aleksandry i Jarka. Oraz grona znajomych, na których zawsze mogłam polegać. Moja historia w zasadzie zaczęła się od tego, że moi rodzice się rozwiedli. Ojciec wyprowadził się od nas. Znalazł sobie nową żonę, z którą wziął ślub bez zawiadomienia nas. Po paru miesiącach urodziła mu córkę. Wtedy puścił mnie w zapomnienie. Stałam się dla niego kimś obcym. Nie odwiedzał mnie, ani tym bardziej mamy. A propos niej. Popadła w depresję – biedaczka. Do tej pory zastanawiam się dlaczego tak doskonały związek rozpadł się. Oni byli jak papużki nierozłączki. Ale ojciec od zawsze pragnął mieć syna. A moja mama po moim porodzie dowiedziała się, że nie może mieć więcej dzieci. Ojciec mimo, że mnie kochał z całego serca, tak przynajmniej mi się wydawało. Wolałby mieć syna. Podobnego na swój wzór. Także nie ucieszyła go wiadomość, że nowa żona urodziła mu córkę. Ale pozostał z nią, w końcu ona jest w stanie urodzić mu więcej dzieci.

Z dnia na dzień moja mama robiła się co raz bardziej nieznośna. Starałam się ją zrozumieć, bo została z tym wszystkim sama. Musiała mnie utrzymywać i wypełniać obowiązki domowe. Chociaż w tym jej pomagałam. W jej oczach widziałam niewyobrażający smutek, przeplatający się z nienawiścią. Była nieobecna duchem. Moje potrzeby się dla niej coraz mniej liczyły. Zawsze traktowałam mamę jak przyjaciółkę, której mogę wszystko powiedzieć. Od czasu jej rozwodu z tatą, bałam się z nią szczerze porozmawiać na jakikolwiek temat. Nie odważyłam się przyznać, chociażby do tego, że mam okres. Nigdy nie zapomnę tej daty 10 grudzień, gdy moja mama przyszła z wywiadówki. Dostała istnej paniki. Wykrzyczała, że nie jestem ani trochę do niej podobna. Że nie dość, że jestem podobna do ojca wyglądem i charakterem to jeszcze się nie uczę. Że czeka mnie marny los, w którym nie wystarczy mi nawet na bochenek chleba. Przez dłuższy czas krzyczała i przyprawiała mnie o dreszcze i zawrót głowy. Byłam w stanie wiele przemilczeć, ale nie te słowa : „Żałuję, że cię urodziłam”. Wtedy nie wytrzymałam. Plunęłam jej prosto w twarz mówiąc : – nienawidzę cię. Ona wtedy usiadła koło stołu i zaczęła płakać. Gdy zdałam sobie sprawę, że źle zrobiłam i moja mama zasługuję na przeprosiny podeszłam do niej. Ledwo ją dotknęłam, a ta wstała i z całej siły uderzyła mnie dłonią mówiąc : „Nie pokazuj mi się na oczy”.

Nigdy wcześniej mama nie potraktowała mnie z taką nienawiścią i agresją. Miałam wrażenie, że to nie ona. Wybiegłam do swojego pokoju płacząc przez resztę dnia. Miałam nadzieję, że mama przyjdzie, porozmawia ze mną, pogodzimy się, ale tak się nie stało. Moje kłopoty z matematyką nie miały końca. Z dnia na dzień zbierałam coraz więcej jedynek z tego przedmiotu. Zresztą z chemią i fizyką również nie szło mi za dobrze. Niestety nie mam rozumu ścisłego. Jak swoja mama. Więc w tej kwestii powinna mnie zrozumieć. Moje życie częściowo odmieniło się, gdy poznałam Filipa. Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. On pokazał mi jak nie cierpieć. Zaczęłam brać amfetaminę. Szybki narkotyk, po którym masz ochotę dosłownie wszystko. Żeby odreagować wszelki stres chodziliśmy na imprezy, gdzie braliśmy amfetaminę, heroinę, marihuanę. Czułam się wtedy tak cudownie, jakby cały świat stanął w miejscu, a życie miało smak i kolory.

Im dłużej i więcej brałam tym bardziej miałam ochotę na sex. Robiliśmy to często, nie zabezpieczaliśmy się ryzykując tym wiele. Ale nie mieliśmy pieniędzy na tabletki antykoncepcyjne. Ledwo wystarczało nam na narkotyki. Do domu wracałam nad ranem, co irytowało matkę. Robiła mi codziennie kazania i wyrzuty. Najbardziej doprowadzał ją do szału mój ubiór. Podarte, czarne rajtuzy, glany , bluzki z dużym dekoltem . Fryzura w stylu Emo. Nawet próbowała mi obciąć moją długą grzywkę , ale odepchnęłam ją tak mocno, że jej się to odechciało. W Wigilię mama próbowała ze mną rozmawiać. Przepraszała mnie, prosiła o wybaczenie. Chciała, by było jak dawniej. Lecz ja żywiłam do niej zbyt wielką urazę. Nie chciałam jej opieki, troski, ani niczego innego. Liczył się dla mnie Filip i nikt po za nim. Nawet przyjaciółki nie miały już dla mnie jakiegokolwiek znaczenia. Były takie nudne i bezużyteczne – myślałam wtedy.

Małymi krokami nadchodził Sylwester, na który od dłuższego czasu przygotowywaliśmy się z Filipem. Jego starzy są spoko, kupili mu motor, którym postanowił wziąć mnie w jakieś tajemnicze miejsce, gdzie będziemy się mogli bzykać jak długo chcemy – jak to ujął . Kochałam go jak nikogo innego , od razu się zgodziłam. Byłam w stanie dla niego wskoczyć w ogień. Dojechaliśmy w końcu do tego tajemniczego miejsca. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się , że to Burdel. Wprowadził mnie tam, z moim lekkim oporem. We wnętrzu kazał mi się rozebrać i czekać na klientów. Potraktował mnie jak ździrę. Nie zgodziłam się, miałam swoją dumę i godność. Wtedy on powiedział, że jestem do niczego . Zajrzał mi głęboko w oczy mówiąc, iż musimy zarobić na narkotyki. Że jedynym wyjściem jest moje poświęcenie. Dla niego przespałam się z grubo starszym od siebie kolesiem, ale jakże bogatym. Filip widząc 500 zł o mało nie skoczył z radości. Ucałował mnie na śmierć, chowając pieniądze do kieszeni spodni. Poszliśmy koło lady, gdzie właścicielka baru kokietowała Filipa. Byłam taka zazdrosna, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Filip wyprosił u niej mocne drinki z dawką kokainy. Po wypiciu drinków szepnął mi czule do ucha : – Maleńka , a teraz czas na dalszą część wieczoru. Filip odpalił motor i ruszyliśmy niczym lunetą.

Tym razem wszystko wokół nie było przepełnione tysiącem kolorowych barw. Wręcz przeciwnie wszystko było szare, ponure. Ludzie, których mijaliśmy po drodze byli jacyś dziwni, nieswoi. Świat przede mną wirował niczym ciemna otchłań bez wyjścia. Nie było widać, żadnego światełka w tunelu. Chciałam, żebyśmy już byli na miejscu. Filip przyśpieszył tempo… Niepostrzeżenie wpadliśmy na jakiś samochód wyjeżdżający z wąskiej drogi. Doszło do wypadku. Wtedy w mojej głowie ujrzałam światełko, przed oczami stanęły mi dobre wydarzenia z życia. Moje szczęśliwe dzieciństwo. Nagle wszystkie wspomnienia zgasły, a ja zasnęłam razem z nimi. Oprzytomniałam dopiero w szpitalu. Leżąc na intensywnej terapii. Nie wiedziałam co się dzieję. Dostałam szału, chciałam zobaczyć Filipa. Nikt nie przejął się moim stanem. Nikt nie raczył wytłumaczyć mi co się dokładnie stało. Podali mi jakieś środki na uspokojenie, myśląc, że to rozwiąże całą tę sytuację. Podczas następnego przebudzenia, nie spostrzegłam koło siebie nikogo. Próbowałam wstać w celu odnalezienia Filipa lecz nie dałam rady. Nie czułam swych nóg, a ciało przeszywał paraliżujący ból. Nie wiedziałam co się dzieje. Zaczęłam krzyczeć.

Do sali weszła moja mama. Nigdy wcześniej nie ucieszyłam się na jej widok tak jak teraz. Ona mocno mnie przytuliła ze łzami w oczach. Mówiąc : – Córeczko spokojnie, wszystko będzie dobrze. Odparłam: – Mamo tak bardzo cię przepraszam za moje zbuntowane zachowanie. Odpowiedziała – Kochanie to tylko i wyłącznie moja wina. Ale ostatnimi czasy chodziłam do psychologa. Moja depresja minęła. Nawet patrzę na mężczyzn inaczej niż przedtem. Chcę, żeby szczęście z powrotem wdarło się w nasze życie, córeczko.
– Ja też tego pragnę , całym sercem. Ale powiedz mi, gdzie jest Filip?
– Operują go, doznał silnych uszkodzeń.
– Ale wyjdzie z tego? – zapytałam ze łzami w oczach
– Nie chcę cię okłamywać . Szanse są nikłe.
– Nie, nie! – zaczęłam krzyczeć z bezradności.
– Proszę uspokój się.
– Jak mam się uspokoić ?! On może umrzeć, a ja nie mogę wstać. – Jednocześnie wybuchłam lawiną łez.
Mama mnie przytuliła mówiąc : – Ze wszystkim sobie poradzimy. Ale tylko razem.

Niestety Filip umarł , jego serce było zatrute dużą ilością narkotyków. A ja nie odzyskałam siły w nogach. Lekarz stwierdził, że na to potrzeba czasu i wiele pracy. Bardzo cierpiałam z powodu śmierci Filipa, ale mama mnie wspierała jak tylko mogła. Było mi ciężko żyć ze świadomością, że jestem inwalidą, ale równocześnie to sprawiło, że doceniłam otaczający mnie świat, moją ukochaną mamę i znajomych, którzy mnie otaczają. A nawet tatę, który odwiedził nas ze swą żoną i córką. Postanowiłam się nie poddać bez walki – dla nich, a szczególnie dla Filipa, który jak ja pogubił się w życiu i jakże wielką cenę za to zapłacił…